Wniniejszym artykule chciałem odnieść się do tekstu ks.
Tomasza Węcławskiego, podejmującego pytanie o możliwość
poznania Boga Objawienia1. Uważam, że problemy, które
porusza ks. Węcławski, są bardzo ważne. Jego artykuł
zawiera wiele trafnych spostrzeżeń, pozostawiając
jednocześnie niedosyt, co pobudza do dalszej refleksji.
Trafna, jak sądzę, jest krytyka, jakiej Węcławski
poddał ,,myślenie kompendialne'' o Bogu (s. 9-14).
Słuszny zatem jest też zwrot w kierunku wielkiej tradycji
apofatycznej, by w niej poszukiwać źródeł inspiracji do budowy
bardziej odpowiedniego dyskursu religijnego. Tym niemniej w stosunku do
pewnych aspektów wywodu ks. Tomasza rodzą się
wątpliwości. Słabości myślenia ks. Węcławskiego
biorą się, jak sądzę, stąd, że nie do końca
podąża on za intuicjami tradycji apofatycznej. Poniższe uwagi
koncentrują się na tych problematycznych punktach wywodu ks.
Tomasza, mój tekst nie jest całościową oceną jego
artykułu, nie rozwijam tu też jakiejś całościowej,
alternatywnej wizji.
Wskazawszy na słabości ,,kompendialnego'' myślenia
o Bogu, ks. Tomasz rozpoczyna prezentację własnej perspektywy od
analizy fragmentu Katechizmu Kościoła Katolickiego, w którym
wyrażone zostały dwa przekonania, pozostające - jak
twierdzi Węcławski - (przynajmniej na pierwszy rzut oka) w
sprzeczności. Z jednej bowiem strony mówi się w Katechizmie,
że wszelki język jest wobec tajemnicy Boga nieadekwatny, a z
drugiej - że język ten ,,w istocie odnosi się
do samego Boga''. Ks. Węcławski dostrzega tu sprzeczność,
ponieważ uznaje, że jeśli język odnosi się w istocie do
Boga, to jest adekwatny (s.14).
Tu właśnie można zgłosić pierwsze zastrzeżenie. Wydaje
się bowiem, że Węcławski zapomina o rozróżnieniu na
to, o czym mówią wyrażenia językowe (tzw.
odniesienie przedmiotowe, denotację) oraz to, co
mówią o tym, do czego się odnoszą (tzw. konotację).
Oczywiście kwestie te są ze sobą powiązane, ale nie
są tożsame2. Powyższe rozróżnienie usuwa pozór
sprzeczności pomiędzy tym, że wypowiedzi językowe mogą
odnosić się do Boga, będąc wobec, niego nieadekwatne. Co
więcej, rozróżnienie to stanowi podstawę nieadekwatności
mowy o Bogu: nieadekwatność wynika bowiem stąd, że dana
wypowiedź odnosi się do Boga, mówi o Nim, lecz to,
co o Nim mówi, nie odpowiada temu, jaki On jest. Ponadto,
rozróżnienie to umożliwia nam samo stwierdzenie nieadekwatności
naszej mowy w odniesieniu do Boga, ponieważ sformułowanie:
,,Wypowiedzi religijne są nieadekwatne wobec Boga'',
zakłada, że słowo ,,Bóg'' odnosi się do Boga
(czyli że słowa mogą się do Boga odnosić). Jeśli
bowiem słowo ,,Bóg'' nie odnosiłoby się do
Boga, wobec czego nieadekwatne byłyby - wedle wspomnianego
sformułowania - wypowiedzi religijne.
W tradycji apofatycznej można jednak odnaleźć wątki, które
wskazują, że powyższa analiza nie uwzględnia jeszcze
głębszego problemu, jaki mamy z mową o Bogu. Wątki te
można powiązać ze ideą - proponowaną przez
Węcławskiego - że mowa o Bogu jest mową
nie-przedmiotową. Sądzę jednak, że ową
apofatyczną nie-przedmiotowość mowy o Bogu trzeba rozumieć
inaczej niż przedstawia to ks. Węcławski.
Węcławski pisze: ,,Istotę takiej
możliwości [że mowa o Bogu jest mową nie-przedmiotową]
można zwięźle przedstawić tak: Bóg nie jest najpierw
samoposiadaniem, które dopiero następnie i jako takie wchodzi w
jakiekolwiek relacje. Bóg zatem nie jest samoposiadaniem w tym sensie, w jakim zwyczajnie używamy tego słowa, ale jest
«samym dawaniem i
przyjmowaniem»'' (s.18). Problem z
powyższym ujęciem polega na tym, że wygląda ono na jak
najbardziej przedmiotową wypowiedź o Bogu, która w dodatku
zgłasza pretensje do adekwatności. A przynajmniej może tak
właśnie być rozumiana. Jako taka wyraża pewną
koncepcję Boga, alternatywną wobec innych koncepcji, na
przykład neoscholastycznych.
Węcławski pisze wprawdzie, że nie-przedmiotowej mowy o Bogu, tak jak ją on rozumie, nie należy traktować jako
alternatywy dla klasycznych metafizycznych twierdzeń o Bogu,
ponieważ nie należy ich stawiać na jednej płaszczyźnie z
tymi drugimi, gdyż nie zawierają one nauki o Bogu, jaki jest sam w
sobie, lecz ,,są wyrazem wielorakiego
doświadczenia'' i ,,opisują nie tyle Boga, ile
raczej naszą własną sytuację wobec Boga, warunki i
okoliczności, w jakich możemy Go poznawać, czyli nasze życie''
(s.19/20).
Problem polega na tym, że wspomniana przez Węcławskiego
właściwość proponowanej przez niego nie-przedmiotowej mowy o
Bogu wcale jej nie odróżnia od tradycyjnego metafizycznego (a
także teologicznego) dyskursu o Bogu. I jeden, i drugi sposób
mówienia można bowiem rozumieć jako próbę przedmiotowego i
adekwatnego opisu Boga lub jako nieadekwatną i
nie-przedmiotową próbę wskazania nie tyle Boga, ile naszej
do Niego relacji. Wydaje się np., że na ten drugi sposób
rozumiał swoje myślenie i mówienie tak tradycyjny metafizyk,
jakim był Tomasz z Akwinu; dał on temu wyraz w - cytowanym
przez Katechizm (a przytaczanym przez Węcławskiego) -
stwierdzeniu, że ,,mówiąc o Bogu, nie możemy
określić, kim On jest, ale wyłącznie kim nie jest i jakie
miejsce zajmują inne byty w stosunku do Niego''3. Zarówno klasyczna metafizyczna mowa o Bogu, jak i sposób
mówienia proponowany przez ks. Węcławskiego znajdują
się na tym samym poziomie. Obydwa można próbować zrozumieć
jako wypowiedzi przedmiotowe i adekwatne. Taką ich
interpretację podsuwa ich struktura gramatyczna. Jest to struktura
podmiotowo-orzecznikowa, co sugeruje, że dana wypowiedź ma swój
przedmiot (który jest odniesieniem przedmiotowym podmiotu zdania), o
którym coś mówi.
Przedmiotowa interpretacja języka religijnego okazuje się jednak
nie do przyjęcia ze względów teologicznych/religijnych.
Jeśli ją bowiem przyjmiemy, będziemy musieli uznać, że
wypowiedzi religijne opowiadają o jakimś elemencie
rzeczywistości, który da się wyróżnić - jako przedmiot
odniesienia konkretnej nazwy - z szerszego tła. To, o czym
mówią, ma zatem charakter ograniczony, nie jest zatem czymś
absolutnym, godnym religijnej czci4. Bóg nie może być
elementem - nawet najdoskonalszym - szerszej rzeczywistości.
I tu właśnie dochodzi do głosu bardziej fundamentalny problem z
odniesieniem przedmiotowym mowy o Bogu. Jeśli bowiem uznamy, że
żaden element świata, który dałby się wyróżnić z
szerszego tła, nie jest Bogiem, którego wielbimy i ku któremu
zmierzamy, napotykamy trudność, którą dobrze określił
np. Mikołaj z Kuzy:
Człowiek religijny zatem, by nie być bałwochwalcą, jest
zmuszony odrzucić przedmiotową interpretację swojego
myślenia i mowy6.
Okazuje się wówczas, że nie tylko nie jesteśmy w stanie
adekwatnie Boga opisać. Więcej - nic, do czego w jakiejkolwiek
wypowiedzi możemy odnieść się w mowie, nie jest tym, o co
ludziom religijnym powinno chodzić. Konsekwencje tego radykalnego
wniosku przedstawił jasno św. Augustyn:
Podążając konsekwentnie za religijną intuicją, która
wzbrania się czcić cokolwiek skończonego, ograniczonego,
nie-absolutnego, kształtujemy w sobie postawę apofatyczną,
ta jednak prowadzi nas na skraj paradoksu. Paradoks ów polega na tym,
że chcąc jakoś określić i wyrazić nasze religijne
dążenie - a bez tego trudno takie dążenie podtrzymać
- musimy mówić o Bogu, mówiąc o Nim między innymi (a nawet przede wszystkim), że nie da się o Nim mówić. Jest to
zadanie paradoksalne - jeśli jest bowiem prawdziwe, to jest
fałszywe. Właściwą postawą wobec tego paradoksu jest
- jak zauważa Augustyn - nie tyle konstruowanie teorii
języka religijnego, która miała by ów paradoks
rozwiązać, lecz zamilknięcie. W religii mamy do czynienia ze
swego rodzaju dialektyką mowy i milczenia, w której milczenie
posiada ostatnie słowo. Język pełni bardzo ograniczoną
(choć niezbędną) funkcję. Jak pisał Klemens
Aleksandryjski:
Rola języka polega na tym, że jego użycie pozwala umysłowi
uniknąć bezładnego błąkania się, ukierunkowując
nasze myślenie w taki sposób, że jesteśmy w stanie utworzyć
sobie pewne obrazy naszego ostatecznego celu. Jednak obrazy te nie
są same tym ostatecznym celem, nie są też - i nie mogą
być - celu tego spójną i trwałą teorią.
Kształtują jedynie nasze życie tak, że osiągnięcie
celu staje się możliwe. Jak to określił św. Grzegorz z
Nazjanzu:
Dojście do głosu tradycji apofatycznej (na którą powołuje
się ks. Węcławski) nie przejawia się więc przede
wszystkim w tym, jakich słów używać będziemy na
określenie Boga - czy nazwiemy go samoposiadaniem, bytem
,,który sam dla siebie koniecznie i najbardziej jest'';
czy też tym, ,,który sam dla siebie najbardziej nie
jest'', nie dawcą, lecz ,,samym dawaniem i
przyjmowaniem''; czy nazwiemy Go osobą, ojcem, czy też ogniem,
wiatrem lub skałą, albo pustką; czy powiemy, że
,,jest w niebie'' i ,,zamieszkuje
światłość niedostępną'', czy też orzekniemy, że
jedyną jego (uchwytną i dla nas) własnością jest
życie każdego człowieka. Nie chodzi tyle o to, co mówimy,
chodzi raczej o to, jaką funkcję przypisujemy naszym
wypowiedziom, co z nimi robimy, jak łączymy je z resztą
naszego życia (a to, co mówimy, ma znaczenie tylko o tyle, o ile ma
wpływ na ten ,,egzystencjalny'' aspekt).
Uwzględnienie logicznych uwarunkowań naszego myślenia i naszej
mowy dokonane w kontekście najgłębszej religijnej postawy czci
i adoracji prowadzi do tego samego wniosku, który wysnuł już
Akwinata: że o Bogu możemy mówić jedynie wskazując, jaka
jest nasza do Niego relacja, a ściślej - jaka jest właściwa
religijna postawa człowieka. Wszelka mowa o Bogu jest pewnym
zestawem metafor, które mają na celu wyrażenie i
ukształtowanie tej egzystencjalnej postawy. Wszelka nasza mowa i
nasze myślenie - także wszelka mowa i myślenie religijne -
w swej strukturze ma charakter przedmiotowy. Nie-przedmiotowość
Boga sprawia jednak, że mowa prowadzi do milczenia. Dopiero
zamilknąwszy, ,,zaprzestawszy wszelkiego działania
intelektu, dostępujemy zjednoczenia''10. Tradycja apofatyczna nie uczy nas
innego sposobu mówienia i pisania niż tradycja katafatyczna.
Wymazuje to, co napisaliśmy. Kładzie nam palec na usta.
Piotr Sikora - filozof i teolog. Wykładowca teologii fundamentalnej w PAT. Prowadzi też (wraz
z ks. dr. hab. T. Dzidkiem) wykłady z historii teologii nowożytnej i współczesnej w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów.
Wydał monografię Słowo i zbawienie. Dyskurs religijny w perspektywie filozofii Hilarego Putnama (Kraków 2004),
jest współautorem dwóch tomów Podręcznika Teologii Fundamentalnej pod red. T. Dzidka, Ł. Kamykowskiego i A. Napiórkowskiego
OSSPE (1. Człowiek - filozofia - Bóg, Kraków 2004) i (V. Poznanie teologiczne, Kraków 2006).
- ... Objawienia1
- Patrz: ,,Teofil'' 1
(23) 2006, s. 8-21. Numery stron w nawiasach okrągłych
odnoszą się do tego wydania.
- ... tożsame2
- Nie sposób w tym miejscu rozważać
tego skomplikowanego tematu. Analizowałem go szeroko w książce
Słowa i zbawienie. Dyskurs religijny w perspektywie
pluralizmu religijnego (Kraków 2004). Tam też odniesienia do
literatury przedmiotu.
- ... Niego''3
- Św.
Tomasz z Akwinu, Suma contra gentiles, I, 30 (tłum. polskie
w wydaniu: Poznań 2003, autorstwa Z. Włodek i W. Zegi brzmi:
,,Nie możemy bowiem pojąć, czym Bóg jest, lecz
czym nie jest i w jakim stosunku są inne rzeczy do Niego''), KKK
43.
- ... czci4
- Dokładniejsza analiza
tej kwestii patrz: P. Sikora, Problem idei Boga [w:] T. Dzidek,
Ł. Kamykowski, A. Napiórkowski OSPPE (red.), Człowiek
- filozofia - Bóg. Teologia fundamentalna t.1, wyd. III
poszerzone, Kraków 2004, s. 21-28.
- ...
własne5
- Mikołaj z Kuzy, O oświeconej
niewiedzy, I, XXIV, tłum. I. Kania, Kraków 1997.
- ... i mowy6
- Dlatego nie mogę zgodzić się z
stwierdzeniem Węcławskiego, że klasyczna teoretyczna podbudowa
takiego rozumienia - teoria analogii - nie budzi
wątpliwości. Budzi, nawet w ramach swojego własnego systemu.
Szerzej na ten temat: P. Sikora, Słowa i zbawienie. Dyskurs
religijny w perspektywie filozofii Hilarego Putnama, Kraków 2004.
- ...
słowami7
- Św. Augustyn, De doctrina christiana
I, 6, tłum. własne z tekstu łac. w wydaniu Instytutu
Wydawniczego PAX, Warszawa 1989 (zawarte tam tłumaczenie autorstwa
J. Sulkowskiego jest moim zdaniem nieścisłe i niejasne zarazem).
- ... wszechmocnego8
- Klemens
Aleksandryjski, Kobierce V, XII, tłum. J.
Niemirska-Pliszczyńska, Warszawa 1994.
- ...
poznawanych9
- Św. Grzegorz z Nazjanzu, Mowa 38, 7
[w:] Mowy wybrane, tłum. zbiorowe, Warszawa 1967.
- ... zjednoczenia''10
- Por.
Pseudo-Dionizy Areopagita, O imionach Boskich, I, 4.5, tłum. M. Dzielska, Kraków 2005.
|